Nasze credo

Noli turbare circulos meos - Nie dotykaj moich kół

 

 

Dewizą firmy Eureka Media są ostatnie słowa Archimedesa, wypowiedziane na chwilę przed zamordowaniem go przez żołnierza rzymskiego na dziedzińcu domu w Syrakuzach w 212 r. p.n.e. Uczony rysował wtedy na piasku figury geometryczne.

Zdanie Archimedesa jest dla nas symbolem obrony wartości przed barbarzyństwem.

 

Działamy na rynku mediów od 1997 roku.

Nasze ekipy kręciły zdjęcia w Afganistanie, Australii, Austrii, Argentynie, Belgii, Chile, Chinach, Czechach, Danii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Indiach, Izraelu, Niemczech, Rosji, Szwajcarii, Szwecji, USA, na Ukrainie, w Wielkiej Brytanii, we Włoszech i w Polsce. Realizowalismy projekty edukacyjne w Afganistanie, na Białorusi, w Rosji, na Ukrainie i w Polsce. 

 

Produkujemy filmy i programy telewizyjne, realizujemy filmowe projekty edukacyjne, doradcze i promocyjne w mediach.

Jesteśmy członkiem European Documentary Network.

 

 

"O zmierzchu i przed świtem"

Inspiracją do powstania tekstu Krzysztofa Kopczyńskiego pt. "O zmierzchu i przed świtem" była dyskusja, jaka odbyła się podczas 47. Krakowskiego Festiwalu Filmowego (2007), a poświęcona była koprodukcjom międzynarodowym w filmie dokumentalnym i animowanym. Artykuł porządkuje własne doświadczenia autora zebrane podczas kilku ostatnich lat pracy na polskim i międzynarodowym rynku dokumentu, a także zawiera pewne uogólnienia na temat "dokumentalnej sprawy polskiej" w świecie. Artykuł ukazał się w Kwartalniku "Kamera" we wrześniu 2007 r.

» Przeczytaj artykuł (pdf)

"O świecie nadal nie przedstawionym"

Krzysztof Kopczyński

Gdy dokumentalista rosyjski Dmitrij Kabakow, który realizował w ubiegłym roku film dokumentalny "Warszawa - spojrzenie ze Wschodu" dla Programu 2 TVP S.A. i Europejskiej Telewizji Kulturalnej ARTE, pokazał pierwszą wersję filmu moskiewskiemu kompozytorowi, ten nie ukrywał zdziwienia. Myślał, że bohaterowie dokumentu: sześciu młodych Rosjan, którzy Warszawę wybrali jako cel pierwszej swojej podróży za granicę to aktorzy. A że większość młodych aktorów rosyjskich znał, zainteresowało go, gdzie reżyser znalazł tylu nowych.

Granica między prawdą, kreacją i manipulacją w filmie dokumentalnym nie jest ostra. Tak jak w wypadku fabuły, oglądanie dokumentu może wywoływać, albo częściej: zastępować marzenia. Pozwala na przekroczenie wielu granic, znalezienie się w zupełnie innej niż codzienna rzeczywistości, konfrontację z własnymi emocjami. Sala kinowa zmienia się w przestrzeń magiczną, której nie chce się opuszczać. Im rzeczywistość zewnętrzna jest bardziej dotkliwa, tym chętniej widz zanurza się na dwie godziny w świecie przedstawionym w filmie.

Warto powtarzać pytanie o społeczne, polityczne i kulturowe uwarunkowania sztuki dokumentu, jak również o cel jej istnienia. W całym świecie media konsekwentnie zmierzają w stronę komercji, celem ich istnienia jest zapewnienie taniej rozrywki, zrozumiałej także dla widzów, którym wszelki wysiłek intelektualny jest obcy. Ulegają tej tendencji również dokumentaliści i ci, którzy filmy dokumentalne kupują, często spośród dostępnych tematów wybierając tylko sensacyjne. Wedle znanego w środowisku polskich dokumentalistów powiedzenia, najlepszym bohaterem dokumentu dla zwolenników takiej opcji byłby "facet o trzech penisach" (naprawdę używa się tu słowa mniej eleganckiego). W ocenie tej zawarta jest podwójna skarga: na rzeczywistość, w której trudno jest odnaleźć pożądanego bohatera, na zamawiających - bo nie interesuje ich prawda o rzeczywistości.

W gruncie rzeczy telewizja i film istnieją po to, by zaspokajać gusta widzów. Trzeba może tylko podkreślić, że telewizja publiczna winna dbać o wszystkich widzów, również tych należących do elit intelektualnych. Jak jednak pogodzić żądania licznych Polaków, którym podobają się jedynie prościutkie historie, z oczekiwaniami miliona zainteresowanego dokumentem artystycznym? "Brak dokumentów w normalnym obiegu społecznym jest wciąż dojmującym brakiem naszego życia filmowego [...] - twierdzi Maria Malatyńska - Oczywiście sytuacja się nie zmieni, dopóki nie zmieni się stosunek telewizji do filmu dokumentalnego. Być może rozwiązaniem byłyby zapowiadane od lat kanały tematyczne. Należałoby również popracować nad zmianą zwyczajów odbiorców". A także stworzyć mechanizm umożliwiający powrót filmu dokumentalnego, krótkometrażowej fabuły i animacji do kin.

Praca nad gustami widowni i stylami odbioru jest zajęciem długotrwałym, wymagającym konsekwencji i myślenia w kategoriach państwa, racji stanu. Z sondaży wynika, że Polacy uważają, iż wnosimy do Europy przede wszystkim tanią siłę roboczą. Jest to ustalenie racjonalne, zadające kłam tezie o naszej megalomanii narodowej... Dla europejskich elit intelektualnych Polska może być jednak interesująca dzięki swej dziwnej kulturze i budzącemu zdumienie doświadczeniu historycznemu. Na szczególną uwagę zasługują procesy odtwarzania tego, co próbował zniszczyć komunizm: życie ponad granicami, pojawianie się nowych fortun, powstawanie nowych klas społecznych, rewolucyjne zmiany w mentalności. Dokument artystyczny daje znakomitą możliwość opowiadania o tych sferach. Musi to być jednak opowieść tworzona w języku filmowym zrozumiałym dla Europy, posługującym się symbolami należącymi do obszaru wspólnego dla różnych kultur, atrakcyjna formalnie. Myślenie o filmie dokumentalnym w kategoriach programu telewizyjnego, który powstaje w bez przemyślanej uprzednio koncepcji, w bardzo krótkim czasie, jest filmowany amatorską kamerą, jego scenariusz zakłada pokazanie człowieka na tle ściany, a budżet jest pięciokrotnie niższy od budżetu podobnego dzieła produkowanego dla telewizji zachodnioeuropejskiej, biedniejszej przecież często niż TVP S.A., jest nie tylko działaniem przeciw własnej tożsamości. Służy przede wszystkim siłom, którym bliskie jest traktowanie Polski jako miejsca skołtunionego, upolitycznionego, wyzbytego komplikacji, uwielbienie dla rzeczywistości straszącej martwotą intelektualną, zadowolenie z życia w dziurze zabitej dechami, niechby i czasem odwiedzanej przez wielkich z innego świata.

Cóż zatem można zaproponować władzom TVP S.A., zapowiadającym, że nastąpią zmiany, które uczynią misję Telewizji Publicznej łatwiej dostrzegalną? Zwiększenie wydatków na produkcję filmową i rozwijanie nowych projektów. Otwartość na pomysły środowiska filmowego (a także licznych pracowników TVP S.A., którzy nie tylko mogą wykazać się osiągnięciami, ale są lojalni wobec firmy i dobrze wiedzą, co zrobić, aby było lepiej). Wprowadzenie czytelnych zasad podejmowania decyzji merytorycznych i finansowych oraz personalnej odpowiedzialności za te decyzje (lub ich brak albo opóźnianie). Bliższą współpracę z innymi (nielicznymi) instytucjami finansującymi produkcję dokumentalną w Polsce (np. Agencją Produkcji Filmowej). Lobbying na rzecz zwiększenia dotacji na produkcję filmową z budżetu państwa. Wspieranie projektów europejskich, zapewniających znaczenie większą i bardziej zróżnicowaną widownię przy rozłożonych na koproducentów kosztach. Wymaga to zmiany postawy wobec naturalnych kreatorów tych projektów: producentów niezależnych, których TVP S.A. w ostatnich latach konsekwentnie sprowadzała do roli pariasów. Nie tylko zmierzała do odbierania im wszelkich praw (łącznie z prawem do zgłaszania filmu na festiwale, posiadania go na trwałym nośniku i... umieszczania fotosów na własnej stronie internetowej), ale także wymuszała hybrydyczne szczególnie w wypadku filmu dokumentalnego i konfliktogenne reguły współpracy, np. korzystanie z tzw. aportu rzeczowego telewizji, czyli sprzętu i ludzi telewizji zarządzanych przez pracownika TVP S.A. faktycznie spełniającego życzenia producenta niezależnego a jednocześnie powołanego do jego kontroli. Warto przy tym zaznaczyć, że fundusze europejskie wspierające produkcję filmową żądają od producenta zgłaszającego projekt przedstawienia umów potwierdzających, że prawa do filmu wrócą do niego najpóźniej po 10 latach (podczas gdy TVP S.A. wymagała sprzedawania wszelkich praw na zawsze). Ma to gwarantować, że dzieło przezeń wyprodukowane trafi ponownie na rynek, a nie na półki archiwów. Jak dotąd dotację europejską udało się uzyskać dwóm producentom filmów dokumentalnych z Polski - potraktujmy to jako fakt optymistyczny, jaskółkę zwiastującą oczekiwane zmiany. Współpraca międzynarodowa ma jeszcze inne zalety: zmusza do poszukiwania filmowego universum i uniezależnia od polityki (trudno przypuścić, by polski polityk dzwonił do telewizji zagranicznej z sugestią, co ma nadawać).

Warto przyjrzeć się poważnie starym propozycjom uruchomienia kanałów tematycznych związanych z kulturą. Próby takie podejmował poprzedni Zarząd TVP S.A., jednak na przeszkodzie stawały względy polityczne. Nowy Zarząd ogłosił, że powstaną wkrótce dwa kanały tematyczne, w tym w 2006 roku kanał kulturalny. Przykład ciekawego i niezwykle pożytecznego kanału "Kino Polska" wskazuje, że otwarcie podobnego przedsięwzięcia nie musi wiązać się z wielkimi kosztami. Na uwagę zasługuje też fakt, że TVN 24 uzyskał szybko rentowność, co jest dowodem na to, że polscy reklamodawcy w coraz większym stopniu interesują się kanałami tematycznymi o wyrazistym profilu, a więc nasz rynek rozwija się zgodnie z tendencjami światowymi - telewizja przyszłości będzie wszak telewizją osobistą, adresowaną do konkretnego odbiorcy, którego upodobania będą precyzyjnie dookreślone. Telewizyjny kanał specjalizujący się w emisji filmów dokumentalnych i programów kulturalnych - produkowanych specjalnie dla niego i archiwalnych - mógłby po pewnym czasie stworzyć wersje w innych językach, szczególnie językach krajów sąsiedzkich, i pokazywać również filmy pozyskane na zasadzie barteru albo wkładu we wspólne przedsięwzięcie.

Nie należy bać się emisji dokumentu artystycznego w pasmach wysokiej oglądalności. Jeśli TVP S.A. zacznie umiejętnie wykorzystywać własne możliwości promocyjne, oglądalność i udział w widowni mogą okazać się zaskakująco wysokie. Nie mówiąc już o skutkach korzystnych z punktu widzenia misji TVP S.A., które rozpatrywać można także poprzez analizę tzw. modelu dwustopniowego przepływu informacji, zakładającego, że nawet jeśli mniej zainteresowany treściami "misyjnymi" widz przełączy telewizor na ulubiony serial, opinia stanowiąca credo dokumentalnego przekazu i tak do może dotrzeć do niego dzięki tzw. przywódcy opinii - lokalnemu albo środowiskowemu autorytetowi. Na szczególną uwagę zasługują emisje filmu dokumentalnego w kilku krajach jednocześnie - tak jak to 14 maja wieczorem miało miejsce w wypadku wspomnianego wyżej filmu Dmitrija Kabakowa i dokumentu Marii Zmarz-Koczanowicz "Moja Warszawa", które były pokazane niemal jednocześnie w Programie 2 TVP S.A. i Europejskiej Telewizji Kulturalnej ARTE, czyli we Francji, Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Belgii. Pierwsza emisja filmu "Moja Warszawa" w Programie 2 Telewizji Polskiej 16 stycznia o godz. 19.00 zgromadziła przed telewizorami milion siedemset tysięcy widzów.

10 maja w Warszawie spotkali się minister kultury RP, prezes ARTE i prezes TVP S.A. Należy mieć nadzieję, że spotkanie to doprowadzi do zwiększenia budżetu polskiego dokumentu artystycznego i przyczyni się do rozwoju współpracy przy realizacji licznych filmów, które możemy zaproponować Europie. 28 maja, podczas otwarcia Krakowskiego Festiwalu Filmowego, odbierze nagrodę Smoka Smoków Albert Maysles, jeden z największych dokumentalistów w historii kina, współtwórca amerykańskiej wersji direct cinema, którego celem jest dążenie do uzyskania prawdy w filmie dzięki portretowaniu ludzi w naturalnych dla nich sytuacjach. Retrospektywa jego twórczości może stać się ważnym punktem odniesienia dla młodych twórców polskiego dokumentu, bardziej otworzyć ich na otaczający świat.

Chilijski dokumentalista Patricio Guzman powiedział kiedyś: "Kraj bez filmów dokumentalnych przypomina rodzinę bez albumu fotograficznego". Pytanie, jaki to będzie album. Rzecz w tym, by nie był pełen tylko zdjęć amatorskich albo jarmarcznej tandety, pocztówek turystycznych, quasi-reportaży z chrzcin, imienin, ślubów, pogrzebów. Obraz rodziny wyłaniający się z takiego albumu będzie bowiem powierzchowny i nieprawdziwy, jednak nikt poza nią samą nie będzie o tym wiedzieć, a po latach prawdziwe okaże się tylko to, co zostało zarejestrowane.

Polski film dokumentalny jest znany i ceniony w Europie. Im bardziej przyczynimy się do podtrzymania tej tradycji, tym lepiej dla naszego wizerunku. Nie chodzi oczywiście o to, by za pomocą dokumentu uprawiać polskie public relations. Takie próby mogłyby natychmiast zostać wychwycone i nawet ośmieszone. Cele są głębsze: powinniśmy zmierzać do własnej próby wizualizacji uniwersalnych wartości, budowania portretu, który przechowa się w pamięci Europy - i będzie dostępny, co jest oczywiste przy dzisiejszych technologiach archiwizacji, zawsze. Rozszerzenie Unii Europejskiej stwarza po temu wyjątkową, niepowtarzalną okazję.

Jest też możliwy inny scenariusz. Zaniedbamy proces dokumentowania i rozpoznawania rzeczywistości. Ulegniemy amatorszczyźnie i komercji. Młodzi filmowcy zaczną szukać ostatniej nadziei za otwartą granicą. Zarówno dlatego, że znajdą tam lepsze warunki do pracy, jak i dlatego, iż w kraju urodzenia nie będą mogli już wytrzymać. Elitarna publiczność w Polsce przestanie istnieć, więc nie będzie już miał kto ich żałować.

"Rzeczpospolita", 16.06.2004